czwartek, 15 lipca 2010

Wieczna gra 2

W tym rozdziale będzie trochę wyjaśnień, więc raczej większych emocji nie można po nim oczekiwać. W końcu musiałam kilka spraw wyjaśnić XD

alien- Nie ma za co:* Piszesz wspaniałe opowiadanie :* Poza tym dziękuje za uwagi, zapominanie u mnie "ł' czy nawet "ć", jest najbardziej charakterystyczne, więc staram się sprawdzać tekst kilka razy, ale i tak zawsze coś pominę ^^"
Megami-sama- W początkowych rozdziałach, ich rywalizacja nie będzie aż tak widoczna, więc mam nadzieję że cię to nie zrazi ^^ A przecinki, zawsze gdzieś pominę, ale postaram się na to uważać ^^"
Roselani- Naprawdę się cieszę, że moja wizja wielkiego miasta przypadła ci do gustu :)

Dziękuje Wszystkim za komentarze, ciesze się że początek przypadł wam do gustu. Mam nadzieję, że nie zawalę pisząc dalej.
Prawdę mówiąc, wczoraj napisałam dwa rozdziały, więc dlatego dzisiaj dodaje następny. Mimo wszystko przez ten irytujący upał, nie można się skupić. Wolę już zimę xD

=========

II. Opowieść o Sharinganie.


"Tu, w tym mieście, Namikaze czuł że doświadczy tego, czego nie mógłby doświadczyć nigdzie indziej. Świat o którym zawsze marzył, ukazał się przed jego oczami. Wszystko to zupełnie różniło się od rzeczywistości w jakiej żył, jeszcze do niedawna. Fascynujące było to, że w tym momencie wyczuwał, ten niesamowity dreszcz emocji, czując że otwierają się przed nim, drzwi do nowego świata".


**

-Co do Kurr...- dalej wpatrując się w blondyna, zrobił krok do tyłu.

Nieznośna była dla bruneta myśl, że pod naporem tych wściekłych, błękitnych tenczówek, czuł się jakby jakaś niewidzialna czerwona nić, wpęzła do jego ciała, usilnie zataczając pętle, wokół jego serca, przez co czuł bolesne ukócie na jego powierzchni.
Zrobił ponownie krok do tyłu , zabierając rękę z uścisku Namikaze, po czym wziął głębokie dwa oddechy, zamykając oczy. Musiał trochę opanować swoje emocje. Po chwili momentalnie je otworzył, zakładając na swoją twarz maskę wielkiej i wszechobecnej obojętności. Spojrzawszy na obiekt który wywołał u niego tyle uczuć, wrócił spokojnie do swoich towarzyszy.

Uchiha rozejrzał się dookoła, chcąc zorientować się, na czym stoi. Na twarzach wszystkich zebranych, malował się szczery szok i zdziwienie, a oczy wszystkich co chwile zerkały to na bruneta, to na blondyna czekając na jakieś rozwinięcie tejże akcji. Brunet ponownie powrócił wzrokiem do obu chłopaków, i ze znudzeniem sztucznie wymalowanym na twarzy, postawił szybki krok do przodu, wymijając ich, lecz po chwili zatrzymał się dostatecznie blisko by Naruto usłyszał jego słowa.

-Interesujące.- w jego głosie było słychać jakąś dziwną nutkę.

Sharingan kiwnął na swoich towarzyszy, a ci szybko poczłapali za nim, pozostawiając Saia i Naruto pod nieznośnym naporem oczu, przyglądającym się im zebranym.


***

W nowym mieszkaniu Naruto było dość ponuro. Ściany w szarych barwach jakby same mówiły, że nagrobek na środku pokoju nie byłby wcale, takim złym pomysłem. W pomieszczeniu znajdowało się kilka rzeczy, ale to nie przeszkadzało ogólnemu faktowi, że przypominał on opuszczoną jaskinie, bez żadnych środków do życia. Stoliczek, na środku pokoju wydawał się być jednak nowy, a wokół niego znajdowało się pięć niebieskich poduszek do siedzenia, powszechnie nazywanych zabuton. Naruto nie znał się na kulturze Japonii, w końcu nie był rodowitym Japończykiem, i raczej nie pałał chęcią do jej poznania, mimo że mieszka w niej prawie od urodzenia, ale kilka ciekawostek z jej świata znał. Na ścianie koło średniej wielkości okna, wisiała ramka, a w jej wnętrzu widniał napis: "Gdy pytasz, wstydzisz się jeden raz; gdy nie wiesz, wstyd jest na całe życie". Namikaze spojrzał na podłogę i uśmiechnął się delikatnie. Jednak było coś, jeden mały szczegół, który dodawał uroku temu ponuremu miejscu, otóż po obu stronach uroczego stoliczka, leżały dwa, nie za duże dywaniki o pomarańczowych barwach, na których widniały białe, ze ślicznymi rumieńcami na policzkach króliczki. Uśmiechnął się do siebie jeszcze szerzej, i spojrzał na Saia który też rozglądał się po wnętrzu.

-Urocze.- mruknął Sai, lustrując wzrokiem dywaniki.- twój ojciec posiada naprawdę fascynującą osobowość.

-Raczej rzekłbym, że dalej uważa mnie za małego smarka.

-Haha.-zaśmiał się.- w takim razie, śmiem twierdzić, że i Minato jest uroczy, oczywiście pomijając fakt, że gdy się złości, cały urok ulatuje.

-Zamknij się, bo jeszcze pomyślę że lecisz na mojego ojca.- blondyn wystawił mu żartobliwie język kładąc się obolałymi plecami na podłogę.- A teraz powiesz mi, skąd znasz tego całego Uchihe?

-Och...- Sai usadził swój zacny tyłek, niepewnie naprzeciw blondyna. Dzielił ich tylko malutki stoliczek. Przełknął głośno ślinę, i otworzył usta.- sądziłem że się domyślisz, w końcu mieszka w tej dzielnicy i raczej nie wygląda na osobę, która skończyła swoją męczącą edukacje.

-Chcesz mi powiedzieć, że chodzi do szkoły, do której jakimś niewyjaśnionym sposobem ty chodzisz, oraz do tej, do której od jutra i ja zacznę uczęszczać?

-Strzał w dziesiątkę!

-Mimo to, fakt który mi przedstawiłeś, nie wyjaśnia tego, dlaczego wasze relacje są tak bardzo napięte.

-To dłuższa historia.- spojrzał na zegarek który wskazywał dwudziestą pierwszą.- sądziłem że, w pierwszej kolejności chciałbyś się dowiedzieć, dlaczego został ogłoszony mianem legendy...?

-No racja, ale to drugie też chciałbym wiedzieć.- Naruto, patrząc w sufit, wyciągnął rękę ku górze jakby chciał go dosięgnąć.

-Niestety dzisiaj będę w stanie, opowiedzieć ci jedną interesującą historię, ponieważ ta niezmiernie późna godzina, boleśnie ciąży mi na sercu.- uśmiechnął się złośliwie, lecz blondyn tego nie widział, gdyż był w dalszym ciągu zajęty podziwianiem najzwyklejszego w świecie sufitu.- dlatego opowiem ci historie o dumnym draniu, zwanym Sasuke Uchiha.

-Niech będzie...

-Dobrze skarbie, zacznę od samego początku gdy był jeszcze ... nie, nawet w tedy był już popularny, ale wcześniej, zawdzięczał to tylko i wyłącznie swojej ślicznej buźce i zgrabnym tyłeczku. Jak zapewne słyszałeś, w końcu nawet w sieci było o tym głośno, w Shinjuku stacjonowały dwie potężne grupy, szczególnie jedna z nich uporczywie, dawała o sobie znać, gdziekolwiek by nie zaszła, nosiła nazwę Akatsuki, a jej liderem był niejaki Pain, lecz z tego co słyszałem, jego nazwiska nikt nie znał. Druga grupa nazywała się Bijuu, była najbardziej tajemniczą grupą. Nawet jej członkowie nie wiedzieli kto jest ich liderem. Relacje między dwoma grupami były pokojowe, lecz do czasu...

Nastała cisza, a Sai wyglądał jakby uporczywie nad czymś myślał, więc Naruto przyglądał mu się badawczo.

-... Lider Akatsuki.- kontynuował.- prawdopodobnie znudzony nękaniem niewinnych obywateli, postanowił zrobić krok na przód, i zaczął znęcać się nad członkami Bijuu.- Naruto przełknął głośno ślinę.- Bijuu nie było głośną grupą i nigdy dla rozrywki, nie znęcała się nad innymi. Sam nie wiem w jakim celu została założona, ale nikt nie miał nic przeciwko jej istnieniu, lecz w końcu musieli jakoś zareagować na haniebne czyny grupy Akatsuki, bo ich zachowanie zaszło już za daleko. Z początku sadzili że jak nie będą reagować, to w końcu dadzą sobie spokój, lecz niestety z tygodnia, na tydzień robiło się jeszcze gorzej. Krążyły plotki że Pain chciał wybawić ich lidera z cienia. Mimo wszystko lider nigdy się nie pojawił, a grupa zwana Bijuu przestała istnieć. Sądzę że ich lider, nie widział innego rozwiązania by zaprzestać działalności Akatsuki. Przez jakiś czas był spokój, a Akatsuki nie dawała znaku życia, wszyscy sądzili że zniknęli.

-I co, jednak nie zniknęli?- Naruto, przerywając wypowiedź bruneta, uniósł się do siadu, tym samym patrząc na Saia dziwnym wzrokiem.

-...Oj, wszyscy byli przekonani że zniknęli, aż dokładnie miesiąc po rozwiązaniu Bijuu, pojawili się w Shinjuku Ni-chome, słyszałeś o tym miejscu prawda? Jest to największa Tokijska dzielnica gejowska, tak... tam zaszaleli. Ludzie którzy tam byli, mówili że Pain wyglądał, jakby uciekł z zakładu psychiatrycznego, a z jego grupki nie zostało wiele osób. Plądrowali i bili każdego, kto stanął im na drodze, w Painie była tylko czysta wściekłość. Nikt nie wiedział dlaczego targały nim takie zażarte emocje. Mimo że jego grupa była już nieliczna, ich siła jakby znacznie się powiększyła. Zewsząd słychać było krzyki i błagania o litość, to było straszne... i w tedy pojawił się Sasuke. Także i na jego twarz malowała się czysta wściekłość, a patrzył na Paina takim wzrokiem, jakby przynajmniej zabił mu matkę. Miał w ręku swoją katanę, zamkniętą w pochwie. To co w tedy zrobił było niesamowite, i gdyby nie było żadnych świadków sądzę że nikt by w to nie uwierzył.

Naruto wziął głęboki wdech, przysłuchując się teraz z namiętnością, każdemu zdaniu wydobywającemu się z ust bruneta.

-... Sam, mając do pomocy tylko swoją katanę, której w czasie całego zdarzenia nie wyciągną z pochwy, pokonał całą grupę Paina, tym samym uwalniając wszystkich mieszkańców, od jego narzucanej przemocy. Potem potwierdzono że Pain był niezrównoważony psychicznie i zamknęli go w najbardziej strzeżonym psychiatryku. Zadziwiające było to, że walka nie trwała długo, a Sasuke, wyszedł z niej bez szwanku. Od tego momentu został okrzyknięty bohaterem, a w późniejszym czasie stał się miejską legendą. - Przerwał, wpatrując się w jakiś punkt za Namikaze.

-Niesamowite!- krzyknął z entuzjazmem wstając.- Wychodzi na to że uratował ludzi od tyrani tego dyktatora!

-Ech, Naruto wyobraźnia cię ponosi. Nie był żadnym dyktatorem, tylko starym człowiekiem, mającym jakieś skrzywienie w psychice....

-Na jedno wychodzi!

-Ech, Naruto...

-..Więc co się stało? Z jego postępowania wynikało, że był dobry, więc dlaczego jak go dzisiaj spotkaliśmy, zachowywał się jak wredna dziwka?

-Sądzę że już w tedy taki był.- kąciki jego ust uniosły się ku górze, słysząc porównanie Naruto.- Śmiem twierdzić, że jedynym powodem dla którego wyciągnął miecz w stronę Paina, była jakaś osobista uraza, i że nie dbał o innych.

-Dlaczego tak sadzisz?- zapytał zdziwiony.

-No pomyśl, Namikaze!- powiedział i dla rozluźnienia atmosfery wyszczerzył zęby.- Zbzikowany Pain i jawna złość Sasuke. To chyba o czymś świadczyło?

Blondyn z powrotem usiadł na poduszczę, uspokajając swoje emocje.

-Myślisz?

-To tylko przypuszczenia, mimo wszystko po jego wielkim zwycięstwie, sława jaka go owiała uderzyła mu trochę do głowy. Tego chyba, w takich okolicznościach nikt by nie uniknął.

-Hmmm.... więc tak powstała ta jego legenda... czy to nie trochę za mało, aby nazywać go takim mianem?

-Dla ludzi z zewnątrz których tu nie było pewnie tak, ale dla innych którzy żyli tu na co dzień, uwolnienie od Paina przyniosło niesamowita ulgę.

-Jejku... nawet nie wiedziałem że w dwudziestym pierwszym wieku, zdarzają się jeszcze takie rzeczy...

-To teraz już wiesz, widać że z wiochy jesteś.- rzekł kąśliwie Sai spojrzawszy na zegarek, który wskazywał już dwudziestą trzecią, aż momentalnie podskoczył, tak zaskakując Naruto że blondyn odskoczył na bok przysuwając się do ściany.

-C...co?- zapytał oszołomiony.

-Wybacz misiek, ale późna godzina, a czas szybko płynie. Musze zmykać!- mówił pośpiesznie, przytulając Naruto na pożegnanie, i szybko wybiegł z mieszkania.

Po dłuższej chwili zdziwienia, podszedł do drzwi i zamknął je na klucz.

**

-A temu co tak nagle...- w jego kieszeni zaczęła wibrować komórka. Wyciągnął ją powoli. Była nowa, kupiona jakiś tydzień temu, firmy LG, która dla blondyna jest najłatwiejsza w obsłudze, była czarna oraz posiadała duży dotykowy ekran, z mnóstwem bajerów w środku. Z jej boku zwisał breloczek, w kształcie prostokąta, na którym widniał napis "Na Zawsze".
Spojrzał na nazwę połączenia przychodzącego, więc szybko odebrał.

-Halo, tata?

-Naruto? Dotarłeś bezpiecznie do mieszkania?- usłyszał zaniepokojony głos, z drugiej strony słuchawki.

-Tak, Sai mnie odebrał.

-Ach, Sai! Co u niego?- zainteresował się.

-Nic a nic się nie zmienił, dalej jest takim zbokiem jak Jiraya.- powiedział z wyraźnym śmiechem.

-Haha na zdrowie!- też zaczął się śmiać.- Słuchaj Naruto, będę w mieszkaniu dopiero jutro popołudniu, więc spotkamy się gdy wrócisz ze szkoły. Poradzisz sobie?- do tonu jego głosu natychmiast powróciła troska.

-Jasne, przecież nie jestem dzieckiem.- szczeknął wesoło.

-Naprawdę sobie poradzisz?- zapytał ponownie, olewając jego uwagę.

-Naprawdę!

-Tak serio, serio? Nie fochniesz się?

-TATO!- wrzasnął zakłopotany.

-No już, już. Chciałem się tylko upewnić. Przywiozę obiad. Co będziesz chciał?- zmienił temat.

-Jakąś chińszczyznę, jeśli mógłbyś...

-Jasne, no problem, synku!- powiedział wesoło.- Musze kończyć, bo bez mojego dyrygowania, wszystko się tu wali.

-Okej, to do jutra... tato!- powiedział wesoło.

-Dobranoc synku, do jutra.- usłyszał cmok w słuchawce, po czym się rozłączył.

Jego ojciec, Minato Namikaze był szefem ogromnej sieci hotelów znanych jako "Anbu". Aktualnie znajdował się na budowie, jednej z jego większych inwestycji. Miał być to ich największy a zarazem najwyższy hotel, jaki do tej pory powstał.

Matka Uzumakiego, zmarła niestety około dwa lata temu, w wypadku samolotowym. Leciała na jakiś zjazd, do europy, a dokładniej do Niemiec, ale na ich nieszczęście wystąpiły jakieś komplikacje i rozbili się na środku oceanu. Kilku ciał nie znaleziono, w tym także i jego matki, dlatego nie mogli zrobić stosownego pogrzebu. W głębi serca Naruto wierzył iż ona żyje, bo był osobą która uwierzy tylko w tedy, kiedy zobaczy na własne oczy. Kushina Uzumaki była naprawdę piękną kobietą. Miała długie, gęste rude włosy. Kiedyś mu opowiadała, że jak była w podstawówce, miała pulchną twarz, a przez efekt jaki oddawał jej las rudych włosów na głowie, zaczęli nazywać ją pomidor. Była szczupła a jej oczy migotały odcieniem turkusu. Była także nadopiekuńcza, dbała o jego wychowanie i potrafiła wspaniale gotować. Takiej matki każdy mógłby mu pozazdrościć. Chociaż na co dzień, charakter miała dość wybuchowy. Natomiast, Minato Namikaze, był jej przeciwieństwem. Miał, tak jak jego syn, blond włosy i niebieskie oczy, oraz był naprawdę przystojny. Był też opanowany i każdą sytuację potrafił przemyśleć, ze spokojem. Trudno było go wyprowadzić z równowagi, a gdy już komuś się to udało, najlepszą opcją było unikanie go na kilometr. Posiadał też szczere poczucie humoru, i tak jak matka, był nadopiekuńczy. Blondyn twierdził, że to jedyna cecha, jaka ich połączyła.

Wstał powoli, wyciągając z bagażu, który wcześniej tu przywieziono, funton i zaczął go rozkładać, w pobliżu stolika.

-Jutro do nowej szkoły...

Westchnął i położył się na rozłożonym futonie. Była jedna myśl, dotycząca Sasuke, która nie dawała mu spokoju, i coś czuł że przekona się o tym w najbliższym czasie.

5 komentarzy:

  1. Znowu pierwsza? XD
    Giru, dziękuję ci bardzo za komentarze :*
    Co do tej notki - wiele wyjaśnia. Nareszcie wiem, o co chodziło z Saskiem łażącym po mieście z mieczem. Ale wiesz co? Podoba mi się to! Sasuke ratujący ludzi z bynajmniej nie altruistycznych, a egoistycznych pobudek jest bardzo... pociągający ;D Zastanawia mnie, o co mu wtedy chodziło. Nieco za bardzo kontrastowe wydaje mi się zestawienie gangi - szkoła, ale w sumie wszystko zależy od tego, jak to przedstawisz :)
    A teraz parę cytatów:
    "Nieznośna była dla bruneta myśl, że pod naporem tych wściekłych, błękitnych tenczówek, czuł się jakby jakaś niewidzialna czerwona nić, wpęzła do jego ciała, usilnie zataczając pętle, wokół jego serca, przez co czuł bolesne ukócie na jego powierzchni." - bardzo dobry opis! Naprawdę mi się podoba!
    "Ściany w szarych barwach jakby same mówiły, że nagrobek na środku pokoju nie byłby wcale, takim złym pomysłem." - dzięki takim opisom wiem, że się dobrze zapowiadasz!
    Parę literówek było i chyba jeden agramatyzm, ale co tam :) Każdemu się zdarza.
    Naruto i chińszczyzna?... A nie ramen? ;P
    Czekam na nową notkę :) Jeśli możesz, powiadamiaj mnie proszę. Numer gg jest na blogu o nazwie Stajenka, zresztą chyba wiesz, bo komentowałaś :)
    Buziak :*

    OdpowiedzUsuń
  2. ladybutterfly@onet.pl15 lipca 2010 14:12

    Hej:)
    podoba mi się Twój pomysł na opowiadanie, choć muszę przyznać,że nie przepadam gdy z Sasuke robią bóstwo ale to tylko moja opinia:)
    Ciesze się,że nie zrobiłaś z Naruto debila i niezrównoważonego idioty:)
    czekam na next'a:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. No no..pomysł ciekawy ale moim zdaniem trochę zerżnęłaś z Durarara. Jeśli się mylę to powiedz. tak czy siak pomysł naprawdę dobry.
    Czekam na kolejną notkę. Pozdrawiam i życzę weny.

    kamilka62

    OdpowiedzUsuń
  4. Giru - początki są trudne. Ja w czerwcu gryzłam paznokcie ze zdenerwowania, czekając na komentarze, których chciałam i bałam się jednocześnie :) Na dodatek poza Kuroneko nie znałam w ogóle blogowej społeczności, nie wiedziałam jakimi prawami się rządzi. Komentarze zaczęłam zbierać od... czwartej notki? Dlatego jeśli teraz przychodzi ktoś taki jak ty, kto pisze, że mu się podoba to, co robię, jestem wniebowzięta. Staram się też czytać wszystkie blogi polecane przez osoby czytające mojego, oraz doceniać prace innych bez względu na wszystko i wyłapywać jak najwięce mocnych stron, bo te zawsze się znajdą. U ciebie jest ich dużo, czemu więc nie chwalić? :)
    Powiadamiaj mnie o nowych notkach na blogu ^^ Tak będzie najlepiej, bo zaglądam tam codziennie.
    No i powodzenia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Troszeczkę mi się rozjaśniło ^^
    Pain w psychiatryku XD Ale się uśmiałam. Swoją drogą Hidan by mi tam jeszcze pasował xD Kreacja Saia jako dobrego kumpla Naruto bardzo mi się podoba, a także... Minato jako nadopiekuńczy ojciec xD Te króliczki na dywanach >> bezcenne XD Tak jak już wspomniała moja Sensei :P (alien) w swoim komentarzu świetnie opisujesz. Czekam z niecierpliwością na kolejny riozdział. Hmm ktoś tu coś wspomniał, że wojna gangów wzięta z Durarara. Hmm przeciez to przeszłość była tak? Mnie to się bardziej skojarzyło z wymordowaniem klanu Uchiha przez Itachiego :P Ale to tylko moje wyobażenie. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń