Przez ten upał nie można racjonalnie myśleć ;/ ech, naprawdę źle je znoszę ;C Wy też tak macie? chociaż słyszałam, że od wtorku ma być zimniej. Aczkolwiek, nie powinnam nawet nic pisać, w taki upał ;/ Bo zepsuje sobie opowiadanie xD
Trzeci rozdzialik, również spokojny.
alien- no fakt, ramen też, ale gdy pisałam zupełnie zapomniałam o tym, co Naruto uwielbia xO Jestem złą kobietą! xD
ladybutterfly- To tylko ogólne wrażenie, w końcu w oczach osób które za nim nie przepadają, bóstwem nigdy nie będzie xD
kamilka62- Co prawda oglądałam Drrr, ale zaczynając pisać opowiadanie, jakoś o nim szczególnie nie myślałam, dlatego nie sadzę abym zerżnęła, po prostu samo przyszło. Poza tym jest wiele opowiadań, względnie podobnych do niektórych anime czy czegoś innego. Tego się nie uniknie :)
Kuroneko- Prawdę mówiąc, gdy przeczytałam tę notkę dzień po jej napisaniu, wojna gangów skojarzyła mi się dokładnie z tym samym XD Nie wiem skąd ta myśl XD
------------
III. Obeznanie.
Społeczeństwo jest zbiorowością ludzi, która stanowi względnie zamkniętą całość. Natomiast zbiorowość, dzieli się na cztery zasady: terytorialną, ekonomiczną, polityczną i kulturową. Naruto nie miał szczególnej awersji do tłumów, ani też nie myślał że kiedykolwiek mógłby się do nich zrazić. Odkąd zamieszkał w Tokio, kochał "ludzki tłok". Od teraz świeże mięsko, stało się dla niego chlebem powszechnim. Nie obchodziło go, że mieszka tu dopiero drugi dzień. Aczkolwiek, to co teraz widział, przypominało mu miejskie Zoo, ze zwierzętami które walczyły zawzięcie o dominację i władzę. Tak, znajdował się właśnie w jednej z Tokijskich szkół. W swojej nowej szkole, zwanej Hibiya, powszechnie nazywanej przez młodzież "budą", wraz ze swoim najlepszym przyjacielem u boku. Jeśli miałby porównywać do czegoś, dzisiejszy wygląd Saia, z pewnością porównałby go do Ogra, któremu różowe króliczki, usilnie przefarbowały naskórek.
Dobrą nowiną było to, że nie musiał wysłuchiwać jego długich tyrad, na temat ściśle związanych z rzeczami, o których ludzie, na co dzień wstydzą się wspominać.
Złą natomiast, była świadomość tego, że jego życie będzie zatruwać - jak mu dane będzie się niedługo przekonać- osobnik z jeszcze bardziej, (oczywiście powszechnie znaną), chorą i podłą osobowością (Dacie wiarę?).
Świetnie, nie ma co. Jego szkolne życie nie będzie tak kolorowe, jak oczekiwał przyjeżdżając tutaj, oczywiście za namową swojego jakże najlepszego, dającego mu najdoskonalsze rady i potrafiącego go najlepiej zrozumieć, przyjaciela. Wystarczyła by mu do szczęścia, tylko spokojna klasa i wyrozumiali nauczyciele, co i tak byłoby dostatecznie trudne do zrealizowania, ponieważ w każdej klasie znajdą się jakieś wybryki natury, szczególnie w tym mieście. Dobrą stroną medalu było to, że po dwóch semestrach (czyli ogólnikowo mówiąc, po całym, jednym roku szkolnej nauki) jego szczęście może jakimś cudem, dać o sobie znać i przy ponownym przydzielaniu do klas, nie natrafi na żadnych nieproszonych, szlachetnie nazywanych przez Naruto "Śmierdziuchy", osobników. Tak, ludzie z miasta śmierdzą a Naruto nie. W koncu wychował się na wsi. Naruto przeprowadził się tutaj, przed rozpoczęciem drugiej klasy licealnej, dlatego też swoją edukacje w tej szkole rozpocznie właśnie od drugiej klasy. Szkoła miała dziwne zwyczaje dlatego, że zmienia skład zgranej klasy co roku. Blondyn wiedział, że na pewno większość szkoły, zdążyła już się dzięki takiemu systemowi poznać (z resztą chodzili tu rok dłużej), a on sam będzie rozpoznawany i nazywany jako; "Ten nowy". Jak na zbieżność losu, urodził się jako tzn. "Japończyk Półkrwi", ale był z tego bardzo zadowolony, ponieważ miał zaszczyt być synem najzajebistrzego ojca na świecie. I to pełnokrwistego europejczyka! Namikaze postawił sobie za cel, dostawać od teraz, wysokie oceny, by jego ojciec był z niego jeszcze bardziej dumny. Zależało mu na tym, a raczej potrzebował tego, tak jak ryba potrzebowała wody.
Potarł czoło rękawem od mundurka i zmierzwił włosy, tak jakby przebiegł kilometr w beznadziejnym upale. Spojrzał wesoło na Saia mówiąc, że dalej, poradzi sobie sam i rzucił się w jakiś zaludniony korytarz znikając w tłumie.
Zatrzymał się dopiero przed klasą, w której jako pierwsza miała odbyć się lekcja wychowawcza, z ich wychowawcą, który jak się zdążył dowiedzieć, nazywał się Hatake Kakashi. Kiedy nabrał większej pewności siebie, podszedł do dwójki wesoło rozmawiających uczniów, (ponieważ sądził, że mieli chodzić z nim do klasy), i z wielką nadzieją, że zechcą się z nim zakumulować. Stanął przed nimi, nieświadomy swojej "cierpiącej w ciszy" wyrazu twarzy, i wykrzywił usta w uśmiechu, co nie za bardzo mu wyszło.
Oboje spojrzeli na niego z zaciekawieniem. Dwuosobowa grupka, składała się z dwóch mężczyzn. Pierwszy z nich miał dziwny wzrok, jakby krzyczał, że świat jest wielki i beznadziejny. Jego czarne włosy, też mówiły same za siebie. Związane były w niechlujny kucyk, wysoko na głowie, co oczywiście świadczyło o tym, że raczej nie pała na co dzień energią. Jego czarny wzrok, nie wykazywał żadnego entuzjazmu, więc Naruto nie chcąc zarazić się tą beznadziejnością, spojrzał na jego identyfikator, który przez pierwszy tydzień, dzięki władczemu rozkazu, który ogłosiła na apelu ich bardzo rozrywkowa dyrektorka, miał wisieć na ich szyjach, i być widoczny dla ludzkich oczu, by jak to ując "Rozsławiać Szkołę". Chłopak nazywał się Shikamaru Nara.
Naruto skierował wzrok trochę w bok, przyglądając się drugiemu mężczyźnie. Jego twarz pasowała do typowego "łobuziaka", który uwielbiał prawic numery i śmiać się w najlepsze. Był całkowitym przeciwieństwem swojego kolegi. Jego oczy były odzwierciedleniem jego duszy: wielkie, czysto-brązowe z żądzą przygód. Włosów o barwie, idealnie brązowej szyszki, chyba nie za często czesał, ponieważ odstawały mu na wszystkie możliwe kierunki świata (No ale kto to mówi). Co ciekawsze, cały czas szczerzył zęby w uśmiechu, jakby wyjątkowo z czegoś zadowolony. Na jego identyfikatorze widniało imię, które Naruto z trudem przeczytał. Kiba Inuzuka. No tak... każdy musiał samodzielnie podpisać się na nim, przez jakieś dziwne wymysły dyrektorki.
-Cześć!- Szczeknął wesoło Kiba, widząc że blondyn do nich podszedł, i podał mu rękę.- To ty jesteś tym nowym uczniem, który jako jedyny przepisał się w tym roku do drugiej klasy?- Zapytał z ciekawością.
Blondyn ujął jego dłoń, potrząsając lekko, po czym ponowił ten sam gest z Narą.
-Tak... mam nadzieje że nie będę się czuł jak "Cudowny chłopiec, którego- wszyscy- muszą- rozpoznać".- Zażartował.
-Ha ha, to nie Harry Potter, chociaż w tej szkole wszystko jest możliwe.- Powiedział, spojrzawszy wymownie na zbliżającego się Uchihe. Naruto widząc go, szybko ustawił się tak, stając tyłem do bruneta.
-Nazywam się Naruto Namikaze.- Przedstawił się, w końcu, tego wymagało wychowanie, mimo że wiedział iż sami już wyczytali to z jego identyfikatora.
-Właśnie miałem powiedzieć, że masz ciekawe imię, jak ten dodatek do ramenu.- Wyszczerzył zęby.
-Albo jak ta cieśnina między wyspami Awaji i Shikoku.- Wtrącił się Nara.
-Wiecie, często słyszę podobne teksty.- Odparł wesoło siadając na parapecie otwartego okna.- Ale wolę, ramenową wersję.
-Rozumiem, że lubisz ramen?- Zapytał Shikamaru.- Nazywam się Shikamaru Nara a ten debil koło mnie to Kiba Inuzuka. Ale chyba już wiesz.- Wskazał kciukiem na identyfikator.
-Kogo nazywasz debilem, kujonie!?- Odwarknął, wytykając mu palcem, prosto w czoło.
-Spokojnie... znacie naszego wychowawce?- Zapytał szybko Naruto, widząc że Nara otwiera buzię aby brunetowi odszczeknąć.
Oboje momentalnie spojrzeli na niego, jakby co najmniej był zadżumiony. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia i kiwnęli zgodnie głowami.
-Jest dość specyficzny... przekonasz się na lekcji. Słowa nie potrafią tego opisać.- Shikamaru wzruszył ramionami.- A to takie kłopotliwe na siłę tłumaczyć.
Kiba spojrzał na niego z ironią. Zaraz potem uśmiechnął się wesoło, siadając obok blondyna, i czochrając mu włosy.
-Stary, już cię lubię, więc niczym mesjasz, zaproszę cię na imprezę z okazji rozpoczęcia roku szkolnego, wpadniesz?
-Naprawdę!?- Wrzasną Naruto, zapominając o tym, że miał nie zwracać na siebie uwagi i wyszczerzył równe białe zęby do Inuzuki (O tak, na wszystkie ślicznotki tego świata! To pierwszy krok, w kierunku nowego życia!).- Jasne, że wpadnę, a kiedy?
-W tę sobotę, ale może się coś jeszcze pozmieniać, co do godziny i takie tam, więc dam ci znać w piątek, o której dokładnie.
**
Sasuke gdy tylko usłyszał głośny wrzask, zwiastujący zdziwienie, rozejrzał się dookoła, szukając jego źródła. Oczywiście znalazł je od razu. Należał do blondyna którego dokładnie wczoraj, poznał w okolicach Golden Gai. Teraz mógł się przyjrzeć jego postaci w świetle dnia. Niemniej jednak, był niezwykle zdziwiony, że TEN blondyn, znalazł się w TEJ szkole, i to na dodatek w TEJ SAMEJ klasie, do której należał brunet. Mogli tam go nazywać legendą, ale swoje uczucia posiadał. Niestety schowane pod trwałą i niezniszczalną maską mocy, której siła byłaby porównywalna, z jedynym pierścieniem, na którego Sauron- Władca Ciemności- przelał całą swoją moc i władze (musiał przyznać, że miał hopla na punkcie Władcy Pierścieni).
-Na co się tak patrzysz, mój młodszy braciszku?- Ktoś boleśnie klepnął go w plecy, wyrywając z zamyślenia.
-Itachi...- Odrzekł chłodno Sasuke.- Co tu robisz?
-Chciałem się zapytać, czy nie miałbyś ochoty na wagary?- Zapytał z wszechobecnym bananem na twarzy.
-Nawet o tym nie myśl.- Sasuke spojrzał na niego ostro.- Jeśli w tym roku nie zdasz, wyrzucą cię na zbity pysk, i tym samym zakończysz swoją marną edukację.
-Och, mój jakże niezmiernie uroczy braciszku. Życie jest za krótkie by przejmować się takimi drobiazgami.- Jego banan na twarzy się powiększył.- ...Od czego będę miał ciebie?
-Na mnie nie licz...- Rzekł chłodno.-... przynajmniej dopóki nie wykażesz ze swojej strony, inicjatywy że ci zależy. W tedy nawet jeśli dalej będziesz wiecznym licealistą, to będę skłonny ci pomagać.
-Jesteś kochany.- Przytulił się do niego, ocierając się wesoło swoim policzkiem o policzek młodszego.- Jesteś najlepszym braciszkiem jakiego kiedykolwiek miałem!
-Jestem twoim jedynym bratem.- Stwierdził, teraz już z jawną rezygnacją. Tylko Itachi potrafił wyprowadzić go z równowagi, niestety dzięki czemu nie potrafił ukryć swoich emocji.
-Za bardzo czepiasz się szczegółów...- Nie słychać było w jego tonie żalu.
-Tak, tak ale teraz lepiej, zrób przyjemność swojemu młodszemu bratu i idź pod swoją klasę, bo za minutę będzie dzwonek.- Sasuke popchnął brata w stronę schodów.- Jak się dowiem, że cie na niej nie było, nie wybaczę ci.
-Tak nie może być!- Itachi przybrał minę jakby jakaś gadająca świnka, zasadziła w jego pokoju wielkiego śmierdzącego kloca.- To podchodzi pod szantaż!
-Cel uświęca środki.
-Jesteś diabłem wcielonym!
-Ktoś musi być tym złym charakterem.
-Sasuś, Sasuś jesteś za młody by być taki poważny!- Powiedział z kpiną.
-No spadaj już!- Warknął zirytowany, słysząc dzwonek obwieszający rozpoczęcie zajęć.
Itachi niespodziewanie spojrzał inteligentnie, na blondyna, przyglądającego sie mu z miną mówiącą "Gdzie ja się gapię?", potem na Sasuke ( oczywiście, jak to on, musiał wystawić mu język, zwalając to na siłę wyższą) po czym pobiegł na wyższe pietro.
-Dzieciak...- powiedział, odwracając twarz w stronę Naruto.
**
Naruto przez cały czas prowadził zacięta dyskusję, z dwoma, nowo poznanymi kumplami, na temat tego, co jest lepsze, ramen czy chińszczyzna. Osobiście miał niemały dylemat bo obie rzeczy kochał jednakowo. Miał już prawie osiemnaście lat (tak prawie, bo jako pełnoprawny drugoroczny licealista, w następnym roku czekały na niego urodziny i nieopuszczająca go nadzieja że spadnie na niego grad prezentów), a dalej był niezdecydowany ale sztukę panowania nad emocjami miał już opanowaną, może nie perfekcyjnie ale takie coś wymaga lat praktyki. Gdy Nara i Inuzuka, zaczęli dyskutować, jaki makaron najbardziej nadaje się do ramenu, Naruto odwrócił wzrok w stronę Sasuke Uchihy, widząc przy nim jakiegoś chłopaka wyższego od niego, z którym prowadził nieznaczną dyskusje. Wyglądał na starszego, ale miał jednakowo czarne oczy, tylko że w jego, widać było dziecięce iskry. Włosy także miał czarne, tylko nieco dłuższe od Sasuke, związane w kucyk. Wyglądał na jego brata. Może nim nawet był?
Odkąd Namikaze, zobaczył dzisiejszego dnia Sasuke, cały czar związany z mianem legendy prysnął. Superbohaterowie czy też Legendarni ludzie, kojarzyli mu się, z tajemniczymi, zostawiających wszystkich w niewiedzy, samotnikach. Co prawda, Sasuke był tajemniczy, ale w zupełnie inny sposób. Na samotnika też wyglądał, ale w zupełnie innym znaczeniu (A może to on za dużo sobie wyobrażał? Pozostawało też przekonanie że czytał za dużo mang). Wszystkie założenia Naruto, były sprzeczne z postacią bruneta. Lecz pomimo tego, nie czuł się zawiedziony tym faktem.
Spostrzegł że przez całe swoje rozmyślanie, jego wzrok był utkwiony na brunecie. Zaskoczony pomrugał kilkakrotnie, z miną mówiącą "Gdzie ja się do cholery gapię?", widząc że przez chwile przyglądał mu się starszy chłopak. Szybko odwrócił się z powrotem w stronę "nowych kumpli", którzy dalej prowadzili zawziętą konwersację, tylko tym razem na temat tego, jaki ryż najlepiej nadawałby się do chińszczyzny.
-Sensei się spóźnia...- Naruto wypowiedział swoje myśli na głos.
-Nie bój żaby, on tak zawszę.- Kiba postanowił przenieść cześć swojej uwagi na blondyna.
-Zawszę? I dyrektorka na to pozwala?
-Jak widać.- Wzruszył ramionami.- Najpóźniej zjawi się za 10 minut.
-O niee...- Jękną Kiba, wychylając się w bok.-Ta to nie ma kiedy przychodzić.- Wskazał palcem przed siebie.
-Zakryjcie szybko uszy!- Powiedział z przejęciem Shikamaru, zaskakując Naruto. Pierwszy raz usłyszał w jego wypowiedzi taki ton.- Operówka idzie!
Naruto szybko zeskoczył z parapetu, i obrócił się na pięcie do tyłu. W głębi korytarza zobaczył jakąś postać która nabierała, głęboko powietrza do płuc. Instynktownie, zakrył jednak uszy rękoma. Zauważył, że wszyscy dzielnie, zrobili to samo, mając w oczach wiedzę tego, co za chwile usłyszą.
-SASUUUKEEEEEEE!- To... to był najbardziej brudny, zniekształcony, piskliwy, męski, niszczący błonę bębenkową i nawet rażący oczy pisk, jaki kiedykolwiek, przez całe swoje siedemnastoletnie życie słyszał. Przypominał mu mieszankę ryku Krakena z filmu "Piraci z Karaibów", połączonego z piskliwym śpiewem Chris'a Tucker'a z "Godzin Szczytu" (Chociaż do samego aktora nic nie miał). Co gorsze, owy pisk należał do drobnej lecz dobrze zbudowanej, uroczej dziewczyny. Jej włosy raziły różem, ale dziwnie jej to pasowało. Oczy natomiast, miały odcień wiosennego liścia, które ukazywały zachwyt, będąc skierowane ku postaci Uchihy. Jakby nie wyglądała jak maniaczka, Naruto stwierdził by że ten głos nie pasowałby do niej, ale niestety patrząc na nią w chwili obecnej, musiał wyzbyć się tego przekonania.
***
Twarz Uchihy wykrzywiła się z obrzydzeniem, patrząc na dziewczynę. Sakura sprawiała wrażenie całkiem normalnej, ze swoim własnym oryginalnym stylem (Oczywiście do czasu kiedy inteligentnie nie otwierała ust). Niestety kiedy go poznała, zaczęła się zmieniać. Kiedyś naprawdę, była normalną dziewczyną z która spokojnie można było pogadać, a teraz stała się obsesyjną maniaczką, która leciała tylko na wygląd Sasuke i robiła wszystko by mu się spodobać. Podniecała ją myśl, że jest w tym mieście legendą i cieszył się niemałą sławą. Podniecała ją też wiedza jaki jest silny. Nie przeszkadzało jej to, że przypominał, przystojnego dziwoląga płci męskiej, który nosił spodnie o damskim kroju, a włosy miał tak gładkie i idealnie wycieniowane, że mogłaby mu ich pozazdrościć niejedna kobieta. Fakt, iż był przystojny i sławny, przewyższał u niej szale, odrzucając jego charakterek na boczną półkę.
-Sasuke-kuun.- Powiedziała, przeciągając literę "u", widocznie sądząc że to seksowne.- Słyszałam dziwną plotkę...
Brunet spojrzał na nią z dezaprobatą, mimo że, nie miał ochoty oglądać jej gęby.
-Jaką?
-No...- Zaczęła, tuląc się do jego ramienia.- Ludzie mówią, że pokonał cię jakiś pedalski blondasek...
Odkąd pojawiła się Haruno, uwaga wszystkich zwróciła się właśnie ku owej dwójce. Gdy Sakura wspomniała o plotce, która jeszcze nie doszła do murów szkoły, wszyscy zaczęli szeptać, a Naruto zaczęło rozjaśniać się w głowie, patrząc na nich z oburzeniem (Oj będą kłopoty).
-Głupia plotka...- Postanowił nie drążyć tego tematu, szczególnie dlatego, że zaczęła go zielonooka.
-... Prawda? Pewnie jakiś zazdrosny egoista, rozpuścił ją by cie ośmieszyć.- Powiedziała uśmiechając się szeroko.- Ale nie martw się, pozbędę się ich.
Sasuke nic nie powiedział, spojrzawszy na Namikaze. I w tedy ich oczy się spotkały. Blondyn patrzył na Uchihe z oburzeniem, co wybiło z tropu bruneta. Dlaczego patrzył się na niego takim wzrokiem? Spodziewał się raczej jakiegoś wrednego, władczego uśmiechu, ale przeliczył się. Nie rozumiał go. No.. w końcu go nie znał...
-Dobrze młodzieży, odstawcie na bok ploteczki, bo nauczyciel przyszedł, więc nie stójcie jak kołki i wejdźcie w końcu do klasy.- Przy drzwiach do sali pojawił się mężczyzna, wyglądał dość specyficznie, miał szare (nie siwe- SZARE) włosy, oraz czarne oko. Oko, bo drugie kryło się pod czarną przepaską. Niekiedy uśmiechał się głupkowato, ale tylko w tych momentach, kiedy zerkał na średniej wielkości książeczkę, którą trzymał w lewej ręce. A robił to bardzo często.
Wszedł zdecydowanym krokiem, szybko siadając za biurkiem, a uczniowie zaczęli wchodzić zaraz za nim.
Naruto został w tyle. Tak jak i Sasuke, który jak wszyscy zniknęli w głębi sali, zaczął się do niego zbliżać. Prawdopodobnie czekał na taką okazje. Czego chciał? Pobić? Wyzwać? Patrzył na blondyna, teraz już z jawną złością. Nie zorientował się kiedy brunet przycisnął go do ściany, jedną ręką przyciskając jego prawdą dłoń, a drugą ściskał łokciem krtań. Prawą nogę włożył między jego nogi, tym samym ograniczając mu wszystkie ruchy. To nic że Naruto czuł dyskomfort z faktu iż jego kolano przygniatało mu męskość, teraz liczyło się to co chciał mu powiedzieć.
-Słuchaj...- Spojrzał z kpiną wpierw na jego twarz a potem przyjrzał się identyfikatorowi.- Namikaze. Jeśli będziesz paplał językiem, o tym co się wczoraj stało, twoje życie w tej szkole, będzie skończone.
Naruto nie wiedział co zrobić. Jego kolano w dalszym ciągu, boleśnie wbijało mu się w krocze, przez co nie potrafił skupić myśli. Na dodatek, sam nie był przygotowany na taki rozwój akcji. Przełknął głośno ślinę i zamrugał kilkakrotnie marszcząc brwi.
-P...prze-cież nic si..ę ni-e stało...- Wymamrotał dalej duszony przez łokieć bruneta.- Tyl-ko zablo...kowałem twój a..tak. To nie t-ak, że cię po-konałem...- jego słowa ledwo wydobywały się z jego ust. Prawdę mówiąc mógłby się spokojnie uwolnić, gdyby nie bał się o swój męski atut. To był chwyt poniżej pasa. Nieświadomie przypomniał sobie Saia, który dawał mu jeden z "tych" swoich wykładów (oj tak, nie miał co robić, tylko myśleć o tym w takiej sytuacji, o ironio).
-Może dla ciebie. Niestety ludzie będą patrzyli na to inaczej, więc dla własnego dobra, morda na kłódkę, Przekaż to też, naszemu pedałkowi.- Warknął uwalniając Naruto z krępującego uścisku i stając przed nim.
Blondyn trochę odkaszlnął, dochodząc do normalnego stanu i spojrzał na niego.
-Niech ci będzie, nie chce kłopotów już pierwszego dnia.- Jego kpiący uśmieszek, jakoś nie potwierdzał jego słów. Sasuke stwierdził, że to tylko przypadek, więc kiwając głowa, odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem wszedł do klasy.
-Reputacja...- Mruknął do siebie niedosłyszalny głosem, z tajemniczym błyskiem w oczach i ruszył za nim.